Strona:Janusz Korczak - Sława.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— A zresztą sam zobaczysz.
Jaki ten Olek jest śmiały!
Wszedł z przedpokoju do klasy i pokazał Władkowi, gdzie siedział, kiedy był mały i sam tu przychodził. Potem pokazał na ścianie obrazki, które już wtedy wisiały, i nowe, które później przybyły. Potem otworzył drzwi do drugiego pokoju, gdzie stoły i ławki są inne i większe.
— Patrz, widzisz? — to szwalnia. Tu starsze dziewczyny uczą się szyć i haftować.
Tam też zastała ich niska, chuda pani, która Olka odrazu poznała i wcale się nie gniewała.
— A, Olek, jak się masz? Co powiesz nowego?
— Przyszedłem do pani z ważnym interesem. Mam nadzieję, że pani nam nie odmówi. A to mój kolega Władek, który także ma dwoje dzieci.
Pani podała Władkowi rękę, z którą Władek nie wiedział, co zrobić.
— Oto metryka mojego brata, a te dwie — dzieci mego przyjaciela.
Pani przejrzała metryki, skrzywiła się, że Wicuś trochę za mały jeszcze do ochrony.
— Już ja za nich odpowiadam, proszę pani — zapewniał Olek. — Cała trójka, proszę pani, jak ulana i w najlepszym ga-