Strona:Janusz Korczak - Sława.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



ROZDZIAŁ CZWARTY.

Nazajutrz Władek obudził się bardzo wcześnie, chociaż była niedziela. Coprawda, teraz niedziela niczem się nie różni od dnia powszedniego.
Starsi już nie spali. Babcia była ubrana, jak do wyjścia, a ojciec wiązał tłomok.
Władek usiadł na łóżku, ale mama powiedziała, gniewnie:
— Śpij, śpij, jeszcze wcześnie.
Więc położył głowę na poduszkę i zmrużył oczy. Ojciec skończył wiązanie, pił bardzo ciemną kawę, i nikt nic nie mówił. Ojciec pił prędko, a babcia łyżeczką i długo dmuchała w każdą łyżeczkę. Potem mama zawinęła w gazetę chleb, którego nie jedli, a babcia szepnęła cicho:
— Po co to? Nie, nie potrzeba.
— Przyda się w drodze — powiedziała mama.
Potem babcia uklękła przy łóżku, gdzie spały dzieci. Władek zamknął oczy i słyszał, jak tatuś pomaga jej wstać z kolan.