Strona:Janusz Korczak - Sława.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bo do szkoły nie chodził; więc znów usiadł przy oknie z małą Abu i patrzał głęboko w dół na podwórze, gdzie wszystko wydaje się takie maleńkie z wysoka. Dawniej robił łaskę, gdy bawił się nawet z Manią; teraz została mu Abu, która jeszcze mówić nie umie.
Jeśli mama posyła go do sklepiku, idzie przez podwórze bardzo wolnym krokiem: a nuż ktoś zaczepi i zagada?
Tam, gdzie dawniej mieszkali, znał wszystkich i wszyscy jego znali: i tokarz, i golarz, i pan Marcin, i Franek. Żeby tak można wrócić choć na chwilę, zobaczyć, co się dzieje, kto mieszka w dawnem mieszkaniu, co robią bez niego w szkole, czy już na podwórzu kopią doły i rowy...
Źle było Władkowi.
Rano ojciec wychodził, wracał koło wieczora, i mama pytała się codzień:
— No i cóż?
— A no nic — odpowiadał ojciec.
Babcia siedziała smutna, nawet nie gderała, bo wszystko robi teraz mama. Za to mama częściej się gniewa, i Wicuś i Pchełka zamiast karmelków dostają klapsy.
Mama mówi:
— Nie myślcie, że teraz — to dawniej.
Tak działo się aż do soboty.
W sobotę przyszedł wujek i ciocia, ale bez Azora i tylko z jednym Jankiem. Władek