Strona:Janusz Korczak - Sława.djvu/07

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


o pachnącą flaszkę od wody kolońskiej, bo nie wiedział przecie, że Wicuś zachoruje i umrze.
Można wspomnieć, iż tatusiowi dlatego zaczęło się źle powodzić, że naprzeciwko Smok założył kawiarnię z marmurowemi stolikami dla gości i na szybach namalował kije i kule bilardowe.
— Zobaczysz, że ten Smok nas połknie — powiedziała do ojca mama, kiedy zobaczyła marmurowe stoliki i duży śliczny szyld z namalowanym plackiem i szklankami.
I naprawdę wszyscy zaczęli chodzić naprzeciwko, nie chcieli pić herbaty i mleka w kawiarni tatusia, przy stolikach, obitych ceratą.
— Trzeba będzie gdzieindziej szukać chleba — mówiła mama, a tatuś wzdychał.
Władek wiedział, że mają się wyprowadzić, ale nie rozumiał, dlaczego; bo tatuś był przecie pierwszy, więc po co ma ustępować?
Muszę dodać, że akurat przed przeprowadzką rozkopano całą ulicę i położono długie żelazne rury.
Można się było tak pysznie bawić w fortecę.