Strona:Janusz Korczak - Pedagogika żartobliwa.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Za co?
— Bo ty chrapiesz przez ścianę. Mamusia zamknęła okno i nie może spać, i łóżko do tamtej ściany przesunęła. I mamusia wybiła się od spania. Ale ja nie widziałam, jak wybiła się, bo spałam. — I my się prze-pro-si-my, — nie, — przeprowadzimy się. No, opowiadaj.
— Więc sierotki patrzą, a krasnoludki fruwają wesoło na zielonych skrzydełkach. (Pauza).
— Dlaczego nie mówisz?
— Bo myślisz o czym innym i nie słuchasz.
— Słucham.
— A ja powiedziałem, że na zielonych skrzydełkach, a ty nie poprawiłaś, że na białych.
— Bo poprawiam i mówię, i to nie pomaga, więc sto razy będę mówiła ci?
— Lubisz bajki?
— Trochę bardzo... A ty wiesz, jak ja myślę?
— Też trochę bardzo.
— A ten chłopczyk, on robił awantury?
— Jaki chłopczyk?
— Ten. Nie chce się myć, bo boli.
— Teraz nie. Wytłumaczyłem, że w uchu są różne zakręty, zaułki, zakątki i skrytki, więc nie trzeba myć mocno, — ostrożnie, żeby nie bolało. I ostrożnie czesać, i nos wycierać, nosek, nie mocno, żeby mydło w oczy nie szczypało.
— Tak.
— I ząbki lekko, ostrożnie. Bo można mieć roztrzęsione nerwy — i nie boli.