Strona:Janusz Korczak - Pedagogika żartobliwa.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ooo. A ja czytałem, takie ładne czytałem w książce...
— Tej tu?.
— Nie. Innej. — O dziewczynce, że jej mama grała na fortepianie. Długo gra mamusia, a ona stoi i słucha. Oparła się o fortepian i słucha.
— I co?
— Jej mamusia gra smutną piosenkę i już skończyła. A dziewczynka pyta się: „mamo, jakimi ty łzami płakałaś?“
— Nie lubię smutnych bajek. No, opowiadaj.
— Dobrze. Więc krasnoludki gonią się wesoło, bawią się wesoło. Tak wesoło fruwają, tymi różowymi skrzydł...
— Białymi.
— Białymi. Omyliłem się. Przepraszam.
— A ty mnie kochasz?
— Więcej, niż kochać wolno, niż pozwolą siły.
— Głupstwa pleciesz. Mów do mnie po ludzku.
— Właśnie po ludzku. „Czy Maria ciebie kocha, mój drogi, mój miły, więcej, niż wolno... To jest klasyczny urywek (Malczewskiego).
— Nie rozumiem.
— Opowiadać dalej o krasno...
— Nie gniewasz się na mnie wcale?
— Za co?
— Za wczoraj awanturę?
— Nie. Tylko smutno mi było, że masz zmartwienie, i mamusia głośno gniewała się na...
— Mamusia na ciebie także się gniewa.