Strona:Janusz Korczak - Pedagogika żartobliwa.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przyjęli go na próbę, tylko ona jedna nie chciała, „bo jej w łódce ozór wywalił i sukienkę ochlapał“.
Więc usiadła przy mnie i mówi, że nudzi się, że na przyszły rok pojedzie z ciocią do Montekatani; że tam są wygody i w każdym pokoju jest w Montekatani wanna i kultura i w ogóle wszystko elektryczne; ciocia lubi tylko Riwierę i prawdziwe morze.
— No tak, ale i tu jest ładnie. — Ja na przykład nie żałuję, że tu przyjechałem, chociaż też chciałem w góry.
— Nie, ona żałuje, bo woda w rzece jest brudna i dziewczynki są nieszczere, a chłopcy są dziecinni i źle wychowani, kiedy były lody, zachowywali się tak, jakby nigdy lodów nie widzieli. Wszystko jest prymitywne.
Westchnęliśmy oboje: ona i ja. — A oni bawią się, a my rozmawiamy. — Nie dojechaliśmy do miasta, bo było już późno.
Niby troszkę rozczarowanie: bo ten chciał kupić nową baterię do latarki, a ta w aptece dla mamusi, a ten — jakąś pamiątkę, bo w mieście są pewnie „historyczne ruiny“, może nawet starożytna grota. Więc trzeba zobaczyć. Bo po wakacjach wypracowanie bez ruin i pomnika, to co? — żeby nawet nie wiem jak się starać, pani woli ciekawe, jakby to była jej wina, że ruin nie ma.
Więc troszkę wprawdzie rozczarowanie; ale zgodzili się, że przyjemnie, i pierwszy raz lepiej wrócić punktualnie, — „i trzeba na cały już dzień z kotleta-