Strona:Janusz Korczak - Król Maciuś Pierwszy.djvu/234

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ją za niepotrzebną i złościł się, że trwa tak długo. A teraz już rozumiał, że to jest ważne.
    Już były zapieczętowane wszystkie listy, oprócz ostatnich trzech. Ministrom znudziła się też ta ceremonja, zapalili cygara i rozmawiali sobie po cichu, chociaż regulamin zabraniał rozmawiać podczas pieczętowania listów królewską pieczęcią. Oni nie wiedzieli, co będzie. Wiedział wszystko tylko Maciuś, prezes ministrów i minister sprawiedliwości. Potem nawet bardzo się obraził minister spraw zagranicznych, że jemu nic nie powiedzieli.
    Pomocnik sekretarza stanu zbladł, ale ręce mu ani trochę nie drżały. I kiedy miał włożyć zaproszenie do białych królów, nagle zaczął kasłać. Niby że nie może znaleźć chustki do nosa, zaczął szukać w kieszeniach. I tak zręcznie wyjął z kieszeni razem z chustką takie same arkusze, a tamte schował, że zauważyć mogli tylko ci, którzy o wszystkiem wiedzieli.
    — Przepraszam waszą królewską mość — powiedział pokornie, ale w moim gabinecie jest wybita szyba, i tak się zaziębiłem.
    — O, nie szkodzi — powiedział Maciuś, nawet to moja wina, bo tę szybę ja wybiłem, kiedy bawiliśmy się kulami śniegowemi.
    Ale on taki kontent, że mu się dobrze udało. A tu nagle minister sprawiedliwości mówi:
    — Panowie ministrowie, proszę o uwagę. Odłóżcie panowie cygara.
    Zaraz się domyślili, że coś się stało. A minister sprawiedliwości włożył na nos okulary i zwraca się do pomocnika sekretarza stanu.