Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w ochronie, lub szwalni, i gdyby o tem napisano w kurjerze, tobym po powrocie do przytomności tak się zarumienił, jak nie umieją się rumienić ani humoryści, ani konie wyścigowe, ani Battistini.
A gdyby jakie blade bardzo, ale umyte na uroczystość dziecko, wyhodowane w ciemnej izbie dusznej, ale na uroczystość oblane potokami słońca, ponure, ale na uroczystość uśmiechnięte, syte w maju, bo ojciec robi w naprawie bruków, lub w domach przedsiębiorcy Hausfelera, ale głodne w zimie, gdyby takie blade dziecko z niebieską wstążeczką i umyte na uroczystość, powiedziało do mnie, a choćby nietylko do mnie, ale do nas wszystkich:
— Dziękuję wam, szlachetni dobroczyńcy — i tak dalej, tobym umarł, całkiem umarłbym ze wstydu.
Bo jabym sobie zaraz tak pomyślał:
— Jedna suknia balowa mojej żony, jeden mały wieczorek w szczupłem gronie rodziny i przyjaciół, jedne cygara w sezonie zimowym, jeden nieudany wieczór przy zielonym stoliku, lub jedno popołudnie przy zielonej murawie toru wyścigowego, kosztuje mnie więcej, niż ta ochrona cała... Więc, moje dziecko, jeżeli ty naprawdę myślisz, że jestem dobroczyńcą toś głupie, a ja —