Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zwierzchnik będzie sobie uważał za punkt honoru udawać, że nic nie pamięta:
— Za co pan przeprasza?
— Że tak niegrzecznie się odezwałem.
— Kto? Ach głupstwo. Może pan być spokojny: użytku z tego nie zrobię.
— Ale mnie to spokoju nie daje.
— No, na to już ja nie poradzę.
Wychodzisz z miną niezmiernie strapioną...
Możesz być pewien, że twój «kawał» opowiadany będzie przy kolacji, że naczelnik pamięta już nawet twoje nazwisko.
3. Zbliża się godzina obiadowa... Znajdujesz sobie taką pracę, która cię o kwadrans dłużej zatrzymuje w biurze. Ze względów etycznych powinieneś czynić to czasem i wtedy, kiedy niema żadnych danych, by naczelnik mógł cię zauważyć.
4. O wypadku swoim powinieneś opowiadać przez cały dzień wszystkim, kogo spotkasz czy na ulicy, czy w ogrodzie, czy w cukierni. Powinieneś wynosić pod niebiosy dobroć i ludzkość swego zwierzchnika. Można nawet posłać do mieszkania jego wiązankę kwiatów z napisem: «od bezimiennego, wdzięcznego i całą duszą oddanego». Może się domyśli, od kogo, a wreszcie: kto nie ryzykuje, ten nic nie ma.
Można w biurze samem puścić się na sen-