Strona:Janusz Korczak - Bezwstydnie krótkie.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



— Powiadasz: handel — Już myślałem nawet. — Ale patrz: przyjdzie ci żyd i masz z nim, jak równy z równym. Zacznie się z tobą targować. Powie, że drogo, że mu się nie podoba. A ty nic: przecie to klijent. Musisz być dla niego uprzejmy. — No bo klijent. — Zrozum tylko: nie wolno ci go wziąć za kark i na cztery wiatry. Nie wolno ci nawet tupnąć nogą i posłać do cholery. Ani: „parchu jeden“, ani „żydzie parszywy“. Nic — kundman. — Niee, to nie dla mnie. Już myślałem.