Strona:Janusz Korczak - Bezwstydnie krótkie.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



— Wiem — wszystko wiem. Ty mi kurjerkową wiedzą nie zaimponujesz. — Tylko, że dawniej kłanialiśmy się jednemu. Albo niemcowi, albo moskalowi. A teraz wszystkim: i czech, i moskal, i niemiec, i włoch, i anglik, i turek. Przecież nawet mamy posła w Palestynie też. — Jabym tym parchulom posłów jeszcze opłacał. — Wolę jednego gospodarza, niż dziesięciu. — Tak.
— Bój się Boga, przecież inni też.
— Kto: inni?
— No francuzi, anglicy, niemcy. —
— Powiadasz, że inni? — Więc co z tego? Widocznie chcą. Widać im tak dobrze. A ja nie chcę — i basta. Basta — rozumiesz — baaaassssta!