Strona:Janusz Korczak - Bezwstydnie krótkie.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



— Powiadam ci: boki zrywać.
— No, nie wierzę.
— Głupia jesteś. Wracam właśnie od nich.
— Ale skąd się u licha dowiedział?
— Ba. Kiedy dostał ostatni anonim, poleciał z nim do biura detektywów.
— Daj pokój, bo pęknę. Do biura detektywów? No i co?
— No nic. Powiedzieli, że tak. Więc naprzód miał jego zastrzelić, potem siebie, siebie i ją, ją i siebie, a potem przebaczył.
— A ona?
— Ona mu przyrzekła, że ostatni raz.
— I uwierzył?
— Nietylko on, ale ona, ona sama uwierzyła. I to jest najkomiczniejsze.
— Skąd wiesz?
— Mówiła mi. Wracam właśnie od nich. On zapłakany, ona zapłakana. Jak w romansie dla młodzieży.
— Co też to się dzieje na świecie.
— Pomyśl tylko: w dzisiejszych czasach... Idź do nich, przekonasz się... Warto!...