Strona:Janusz Korczak - Bezwstydnie krótkie.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



— Mówię ci, jak uczciwy człowiek: on nie wart pomocy. Sam sobie winien. Mógł mieć. — No, ale jak się uparł, że mu nie wypada, to wybacz.
— No, ale tak go zostawić? On zawsze był przecie dziwak.
— Nie dziwak, ale dureń. Wiesz, co mi wtedy powiedział? „Ja kraść nie będę“. — Rozumiesz: wszyscy mogą, tylko nie on.
— Wiesz przecie: nigdy nie liczył się ze słowami.
— Ale ja się liczę i grosza mu nie pożyczę. Dosyć! Ma na co zasłużył.