Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przestraszył. Prędko biegnie po schodach i zaraz widzi Nelly, ale w żałobie. Koło Nelly stały dziewczynki i rozmawiały. Dżek usiadł na swojej ławce, wyjmuje książki z teczki, ale nie wie, co robić.
Doszła do niego Doris.
— Wiesz, Dżek, Nelly umarł ojciec.
— No więc co, że umarł? — mówi Dżek i układa książki, a w gardle tak mu jest jakoś, że trudno oddychać.
— Na suchoty umarł. Nelly cały rok będzie chodziła w żałobie. Na wsi umarł. Nelly też była na wsi. Dopiero wczoraj przyjechała ze swoją mamą.
Teraz Dżek wie wszystko. I na szczęście jest dzwonek, i pani weszła, i zaczęła się lekcja.
Pani pocałowała Nelly. I było bardzo spokojnie. Dopiero przed samym dzwonkiem Sanders pokłócił się z Pittem, i pani postawiła Pitta do kąta. I dopiero na trzeciej przerwie Nelly pierwsza doszła do Dżeka.
— Nie mogłam być przed świętami, — mówi Nelly.
— Wiem. I laurki nie wzięłaś.
— Teraz już mi niepotrzebna, — mówi Nelly.
— No, tak. — mówi Dżek. — Dżon i Ward też nie wzięli.
— Dlaczego?
— Dżon zapomniał, a Ward był chory. Czy chcesz zobaczyć szafę?
— Dobrze.
Dżek pokazał Nelly, jak wszystko jest ułożone.
— No, już wyjdźcie, — powiedział dyżurny.