Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/550

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


strza w bohaterskiej walce ze Szwedami[1], stanwszy oblicznie (osobiście) przed urzędem grodzkim starościńskiem w czerwcu 1651 r., z wielkim żalem rzetelnie zeznawała: Iż w dzień św. Antoniego Padewskiego (13. czerwca), kiedy po kazaniu wychodziła z kościoła franciszkańskiego, bez żadnego powodu napadł na nią i zelżył ją sromotnemi słowy burmistrz, Adam Łukowiecki. A potem, zapomniawszy bojaźni Bożej i miłości bliźniego tudzież surowości prawa, wypchnął ją za drzwi kruchty kościelnej, tak iż na ziemię upadła. Nakoniec okładał i tłukł ją trzciną podług upodobania swego. Tym gwałtownym postępkiem swoim Łukowiecki pokój pospolity, podówczas surowo obostrzony, mocno naruszył, a jako burmistrz zły przykład innym do podobnych wybryków podał[2].

10) Był w Nowym Sączu dudka[3], (bo tak go zwykle nazywano), a właściwie skrzypek, Mateusz Wilk, poddany Imci pana Jana Ogonowskiego z Klęczan. Grywał on za pieniądze po karczmach i gospodach, a między innymi i u sławetnego Joachmia Raszkowicza, garncarza. W zapusty 1646 r. hulał sobie na dobre pan Joachim, pił, tańcował i kazał grać, mając trochę w głowie. Biedny dudka coś mu tam nie trafił do śpiewu, więc go nazwał takim a takim.... Dudka, nie folgując napaści, odpowiedział mu niemniej grubo, a sławetny Joachim, niewiele myśląc, uchwycił kostur i zbił biedaka, jak to mówią, na kwaśne jabłko. Potem, podpiwszy sobie na fantazyę, poszedł spać. Przespawszy swoje i wstawszy nazajutrz, znowu go owiały wesołością zapustne zabawy. Pobity dudka siedział przy stole, kaszlał ciężko, spierał głowę i skarżył się, że Raszkowicz coś w nim odbił. Nadchodzi Raszkowicz i znowu każe mu grać. Dudka nie chce, tylko się skarży, iż niemocen. Pan Joachim zaś do niego przygaduje, to go prosi, aby grał, to mu obiecuje gorzałki, to mu skrzypki pod brodę podkłada i tym podobne żarty stroi. Miał zaś ten dudka na głowie łysinę. Raszkowicz wpada na pomysł równie szalony jak złośliwy i podmawia służącą Dorotę, aby na nalała na łysinę gorzałki. Dziewka prostaczka wzięła gorzałki w kieliszek, i przymilając się: „Eh! ja wiem, że Mateusz mi nie odmówią...“ podniosła mu głowę, podkładała skrzypki pod brodę, głaskała wąsy, i mówiąc: „Grajcież, gracie Mateuszu“, nalała mu wódki na łysinę. Raszkowicz zaś w swojej dzikości i głupocie pochwycił świecę i zapalił. Gorzałka

  1. Zob. tom. I. str. 104.
  2. Act. Castr. Rel. T. 125. p. 1306.
  3. Grający na dudach, multankach.