Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/466

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   213   —

Małżeństwo w Nowym Sączu istniało tylko takie, jakie uznaje kościół katolicki, dlatego też, jak już wspomniałem powyżej, co do zawarcia tegoż obowiązywały wyłącznie ustawy prawa kanonicznego, a jedną z tych był wiek odpowiedni. Ważnym jednak obok tego warunkiem było zezwolenie rodziców, zwłaszcza rodziców panny młodej.
To zezwolenie na ten związek tak ze strony rodziców, jak samej młodej pary, stwierdzały zaręczyny, wówczas zwane zrękowinami, które zawsze poprzedzały właściwy aktu ślubny. Polegały one głównie na słownem przyrzeczeniu, które oblubienica w domu swym rodzicielskim dawała oblubieńcowi, przyczem na znak stwierdzenia i zezwolenia, ojciec oblubienicy łączył ich ręce, lub też sami wzajemnie podawali sobie dłonie, skąd też nazwa „zaręczyn“. Był zarazem także zwyczaj, że narzeczeni nawzajem dawali sobie pierścionki, jakby zakład dotrzymania danego sobie przyrzeczenia. Cały ten akt odbywał się zwykle z pewną uroczystością familijną w gronie najbliższych krewnych i przyjaciół rodziny panny młodej, na nim zwykle ustanawiano dzień zaślubin.
Z nierównie większą uroczystością odbywał się właściwy akt połączenia nowożeńców węzłem małżeńskim, zwanym zaślubinami albo w skróceniu „ślubem“. Zaślubiny były aktem czysto kościelnym, religijnym, lecz towarzyszyły mu różne starodawne obrzędy i zwyczaje narodowe[1]. Po akcie ślubnym w kościele następowała w domu rodziców panny młodej wielka zabawa familijna, zwykle z tańcami, tak zwane „gody“ czyli wesele, a wśród nich suta uczta weselna, na której nie szczędzono wina, zwłaszcza na weselach córek radzieckich[2] lub rodzin zamożniejszych, poczem goście weselni, nieraz późno w nocy, z domu rodziców odprowadzali uroczyście nowożeńców do mieszkania męża. Tu prawdopodobnie ktoś witał i wprowadzał pannę młodą wśród stosownej przemowy i pewnych ceremonii, uświęconych tradycją i odwiecznym zwyczajem.

Żony, które pojmowali mieszczanie sandeccy, były to zwykle córki mistrzów swego własnego rzemiosła, jak zatem przemawiały także i ustawy cechowe; przedewszystkiem jednak córki rodzin mieszczańskich, a zatem pochodziły z tego samego koła społeczeństwa miejskiego i z tej samej sfery wyobrażeń, co ich małżonko-

  1. Pochodzące niezawodnie jeszcze z wieków pogańskich, które niewątpliwie były takie same, jakie się jeszcze utrzymały po dziś dzień, dlatego też pomijam je tem bardziej, że i w źródłach naszych nie znajduję ich bliższego opisu.
  2. Zob. str. 61.