Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/410

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   157   —

Jak wspomniałem powyżej, miedź największa wymagała nakładu, dlatego też Tymowski, spłacając swoje długi a nie odbierając punktualnie tego, co mu drudzy winnymi byli, nie będąc więc zawsze w stanie rozporządzać większymi kapitałami, był zmuszony na ten tak intratny handel pożyczać od obcych osób pieniędzy, jak n. p. od pana podsędka, Adama Rożna (1610 r.), albo od pana Zygmunta Stradomskiego (1611 r.), oraz wchodzić w spółkę z innymi kupcami, jak z owym złotnikiem z Lublina, lub Tomaszem Pytlikowiczem, (którego zawsze nazywa Tomusiem), i Wacławem Grabką z Nowego Sącza. Z owym, kilkakrotnie wspomnianym Krzysztofem złotnikiem, rozpoczął interes na olbrzymią skalę (1609 r.). Zakupili naspół 540 cetn. miedzi, oprócz których Tymowski miał jeszcze 32 swoich własnych, i te sprowadzili na wozach do Nowego Sącza, złożyli u niejakiej pani Świdrowej i stąd osobiście spławili do Gdańska. Niestety nie podana jest cena, po której ową miedź kupowali, ale przyjmując już jak najtaniej, przeciętnie cetnar po 25 złp., wypadałoby na samego Tymowskiego kosztów przeszło 7.500 złp. Atoli po opłaceniu flisaków[1][2], myta w Sandomierzu, które samo wynosiło 57 do 76 złp., i innych kosztów transportu, Tymowski na swą stronę miał czystego zysku zaledwie tylko 219 złp. 25 gr., czyli prawie 3%, a więc kwotę, która nie stała w najmniejszym stosunku do tak ogromnych kosztów nakładu, trudów i najrozmaitszych wydatków. Dlatego też Tymowski, widocznie nauczony doświadczeniem, od tej chwili handlował miedzią w znacznie mniejszych rozmiarach.

Ostatecznym celem transportu miedzi był zawsze Gdańsk, gdzie widocznie sprzedawano ją najkorzystniej; ale nie gardzono także zyskiem, jaki po drodze przynosiła częściowa sprzedaż w Sandomierzu, Kazimierzu, a przedewszystkiem w Lublinie. To też od ostatniego wielkiego transportu, Tymowski swoją miedź spławiał przeważnie tylko na jarmarki lubelskie lub też odsyłał ją tam na wozach (jak 1610 r.), dokąd mu ją odstawiał Bartosz Witaliszowski, biorąc od fury po 7 złp. (czyli 5 talarów celnych), chociaż i to utrudniał mu nieraz brak gotówki, jak n. p. w r. 1613, z którego kłopotu wybawiła go żona, pożyczając mu 186 złp. Tu w Lublinie przwiezioną miedź sprzedawał po rozmaitych cenach, i tak w .r 1610 cetnar po 36 złp., w r. zaś 1616 po 40 złp., które płacili

  1. W XVI. wieku i do połowy XVII. przed strasznem zniszczeniem Polski przez karola Gustawa, liczono z górą 4.000 flisaków, samych krakowskich i sandomierskich. (W. Wójcicki: Szkice histor. Kraków 1869, str. 160). Życie, przygody i obyczaje flisaków opisał wierszem Sebast. Klonowicz († 1608 r.)
  2. Zob. Józefa Przyborowskiego: Rok śmierci Seb. Klonowicza. Ateneum z r. 1878. T. I. str. 311—323.