Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzego Lubomirskiego, o list przyczynny, i złożyło do kuchni jego dwa przepyszne łososie za 8 złp. 6 gr.[1]. Czechowiczowi dano na wydatki kilkadziesiąt złotych, z których się częścią wyrachował, a ostatek darowano mu za trud i pracę z panami wojskowymi i w zachodach o uspokojenie Imci pana Alexandra Wielowiejskiego, poborcy generalnego, który właśnie o pobory zjechał. Pieniędzmi, jak podczas potrzeby beresteckiej, tak i obecnie wygodził pan Stanisław Lanckoroński, który wówczas w Podolińcu na Spiżu gościł. Z poborami było wiele kłopotu i niejedną szczukę dano, nim sprawdzono pustki po umarłych, nim je odprzysiężono dwunastu świadkami, nim odpisano i wyrobiono wyrok na szlachtę w mieście domy posiadającą, którzy jak zwykle płacić nie chcieli.
Z końcem marca 1653 r. znowu się pojawiło morowe powietrze w Nowym Sączu i to w domu Wawszyńca Gadowicza, gdzie nagle zmarło dwoje ludzi: niejaki Kiełbasa, płóciennik, i jego żona. Gadowicz mieszkał w rynku, gdzie najpierwsze gospody bywały i starszyzna wojskowa chętnie stawała. Właśnie obok była kamienica Stanisława Kopcia, burmistrza ówczesnego. Podejrzenie zarazy padło na całe sąsiedztwo, a burmistrz kazał natychmiast wszystkie domy poblizkie pozabijać dwunastu wrzeciądzami i ściśle strzedz. Grubarzy też zmówił na nowo, dając im strawnego dziennie 12 gr. i gorzałki. Jeden z nich był żonaty, więc i grubarka brała strawne. Zapowietrzonym, mianowicie Gadowiczowi, Rzezakowi i Krzysztofowiczowi, podano chleb, piwo i drzewo na opał; prócz tego podawano każdemu z nich parę razy po kwarcie oleju[2], zdaje się na lekarstwo. Trwało to aż do Wielkiejnocy.

Dla bezpieczeństwa publicznego zabroniono umarłych chować na cmentarzu kollegiaty, w samym prawie środku miasta położonej. Że to zaś w owych czasach lud nabożny około kościołów rad się grzebał, więc przekupywano grubarza, Sebastyana Rozborowicza, i grzebał ukradkiem przy kollegiacie, wykopawszy z cmentarza morowego. Dostrzeżono go wkońcu, zaskarżył instygator i opiekunowie kościoła, a rada miejska ukarała go więzieniem ratusznem i karą 100 grzywien, iż się poważył zwłoki zapowietrzonych z grobów wydobywać i na cmentarzu chować, bez wiedzy i zezwolenia opiekunów kościelnych[3].

  1. Distributa f. 156.
  2. Distributa f. 146—147.
  3. Act. Consul. T. 61. p. 249.