Strona:Jan Styka.djvu/09

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ojciec Janka, Czech z pochodzenia, oficer austrjacki, nie mogąc złożyć wymaganej kaucji małżeńskiej, wystąpił z wojska i zadowolił się skromnym urzędem, ażeby tylko poślubić ukochaną. To też chociaż do końca życia zacinał z czeska, chociaż zachował postawę i wygląd austrjackiego oficera — szczerze pokochał Polskę i przy ulubionej gitarze lub wtórując sobie na fortepianie, wyśpiewywał z ogniem: „Chłopicki, Dwernicki, Skrzynecki...“ I mały Janek nosił już czamarkę polską — strój, który mu towarzyszył później długo w życiu, który nosił i na Akademji sztuk pięknych we Wiedniu i w Królestwie i w Paryżu. Drobny to szczegół, ale w czasach popowstaniowych, suknie polskiego kroju, noszone przez dzieci, były symbolicznem wyznaniem wiary politycznej i protestem.
Po śmierci matki, Opatrzność zesłała Jankowi drugą niewiastę-polkę, która umiała zapalić młode serduszko chłopaka gorącą miłością ojczyzny. Była nią „babcia Damska“ (Eliza Damska). Osoba wysokiej inteligencji, umiejąca na pamięć niezliczone utwory naszych poetów, znakomita deklamatorka — działała fascynująco na wyobraźnię wrażliwego dziecka. Janek później niejednokrotnie wyznawał, że swoją egzaltowaną miłość dla Polski w znacznej mierze zawdzięczał swej babci. Kochał Ją całem sercem a ona nawzajem ubóstwiała swego Janka.
Patrząc na działalność i dzieła Styki pod koniec jego życia, dziwili się niepomiernie krytycy zagraniczni, skąd u niego tyle zapału i ognia dla sprawy ojczystej, skąd takie umiłowanie piękna klasycznego i świata starożytnego — których ani długoletni pobyt zagranicą, ani burze żywota, ani cynizm bohemji artystycznej, nie były w stanie przytłumić. Wszystko to można pojąć i zrozumieć, jeżeli się przypatrzy tym czynnikom, które w latach dziecięcych i chłopięcych Styki wpływ swój niezatarty nań wywierały.
A miał Janek szczególne szczęście. Bo oprócz wpływu domu rodzicielskiego, oprócz nauk matki i babki, trafiał na profesorów, którzy zawód swój pojmowali jako misję i apostolstwo. Pewnie, że niejeden chłopak puszczał mimo uszu drogocenne nauki — może nawet w żarty je obracał — ale do dusz takich, jak Janek, wpadały one jak złote plenne ziarno. W gimnazjum realnem w Brodach, profesor Narbżan Bętkowski, nauczyciel polskiego i francuskiego, poeta, muzyk i marzyciel, niewątpliwie porwał młodziutkiego ucznia i utrwalił