Strona:Jan Siwiński - Katorżnik.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Patryotyzm i fanatyzm, głupota i zwyrodnienie! Taką jest Moskwa!
Oóż się dziwić wobec tego, że Napoleon w Moskwie znalazł zgubę?
Czy następne partye doznawały tego samego przyjęcia co i my — nie wiem — nasza partya była pierwsza, w której Moskwa po raz pierwszy zobaczyła Polaków-buntowszczyków, idących w Sybir w kajdanach za to, że ośmielili się podnieść rękę na białego cara — dlatego na cześć cara tak manifestowała!
Niemniej muszę wyznać, że miasto Moskwa bardzo mi się podoba, daleko więcej, aniżeli Petersburg. Tam czuć despotyzm, tu swobodę: Moskwa ma wygląd olbrzymiego ogrodu. Niema tutaj tych symetrycznych ulic, placów, domów, ogrodów, ale cała swoboda: tu gmach, tam ogród, to znów szereg ulic, place i teatra — dalej willa, okolona brzozą płaczącą, a tam znów bazary, ówdzie ogrody; i tak bez końca panorama się zmienia. Najwięcej jednak jest cerkwi, bo jak sami Rosyanie utrzymują, to w matuszce Moskwie jest sorok soroków cerkwi! (co po naszemu znaczy 40 razy po 40).
Peresylne kazamaty, do których nas przyprowadzono, leżą naprzeciw Kremlu. Kremlin jest olbrzymią czworoboczną fortecą, oblaną wodami rzeki Moskiewki. Widok Kremlu jest imponujący i wspaniały! Mówią, że wewnątrz Kremlu jest 18 cerkwi, których dachy i kopuły są platyną powleczone — ja jednak tego na pewno nie twierdzę — dość, że Kremlin mię zachwycał!
W Moskwie również tylkośmy nocowali. Na drugi dzień, na usilne prośby nasze, wskutek ran na nogach — przekuto nas i dano nam dłuższe i swobodniejsze kajdany; następnie wyprawiono nas koleją aresztancką do Niżnego Nowogrodu.

separator poziomy