Strona:Jadwiga Marcinowska - Eliza Orzeszkowa, jej życie i pisma.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


krańcach, znajduje się, jak zawsze w takich wypadkach, tłum obojętnych albo niepewnych, gotowych przechylić się na tę albo ową stronę.
Meir walczy szczerością i uczciwością, a zaś rabin i drugi nieprzyjaciel, mełamed czyli nauczyciel, Mosze, wzniecają przeciwko niemu różne podejścia, oszustwa, złość i przesądy głupie. Nie cofają się nawet przed zbrodnią.
Meir z ogromną tęsknotą pragnie odnalezienia ukrytego ponownie przez Hersza testamentu Seniora. Kochająca go, sędziwa prababka, posiadaczka tajemnicy, wskazuje miejsce. Meir uszczęśliwiony czyta cenne pismo ludowi w nadziei, iż go czcigodnym zza grobu głosem przekona i opanuje, owładniętych zaś po drodze do światła i dobra poprowadzi.
Pięknym jest testament Seniora, tak jak go nam Orzeszkowa podaje. W myślach, słowach i zdań ułożeniu odczuwa się wstrząśnięte głęboko serce autorki, która sama również gorzką, ostateczną boleść poznała, i wie, i pamięta. W taki sposób nie przedstawiłby tego nikt z angielskiego, francuzkiego, niemieckiego albo jeszcze innego narodu.
Słowa testamentu brzmiały:
„Biada ludowi, któremu zabraknie ojczyzny! „I zejdą z okrętów wszyscy robiący wiosłem i wszyscy pływający po morzu — i przylgną do ziemi“. Dusza narodu wszelkiego łączy się z ziemią swoją, jak dziecko z piersią matki i od niej bierze pokarm swój, i zdrowie swoje i lekarstwa na swoje choroby.
Tak chciał i tak uczynił Bóg!
Ale ludzie poszli przeciw woli Jego; duszę twoją, Izraelu! oderwali od ziemi, do której ona przylgnęła. Jako żebrak, pukałeś ty do wrót cudzych i tych, którzy plwali na cię, o zmiłowanie prosić musiałeś.
Głowa twoja chyliła się pod rozkazami praw, przeciw którym krzyczała w tobie ze wstrętu natura twoja. Język twój łamał się, żeby naśladować mowy cudze; podniebienie twoje gorzkniało od goryczy, które piłeś; oblicze twe czerniało od upokorzeń i gniewu...
Aż w zdręczeniach i nędzach srogich opadła z ciebie