Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
73

Co to za śliczny obraz!
W pocieszającéj mowie matki, pełno najpiękniejszych myśli. Tak naprzykład:

Ziemia się w ziemię wraca, a duch z nieba dany,
Miałby zginąć, ani na miejsca swe wezwany?

Spokojność niebieska świéci nad mową ducha, co z niebios zstąpił, aby strapionego pocieszyć. W ogólności treny są dziwnie pięknym poematem, pełnym uczucia i obrazów — Prawdziwa to poezja, strugą łzawą z serca płynąca. W trenach nie tylko się poeta ukazuje, ale człowiek, czuły, przywiązany, umiejący kochać — odsłania się w nich życie jego prywatne, co dnia każdego, poczynało się modlitwą dzieci u ojcowskiego łoża.
W Muzie, poeta chciał zda się pocieszać myślami o zacności poezij, o poetów losie, w zapomnieniu a pogardzie współcześnych. Niewierny do jakiéj epoki odnieść ten poemat, bo Jana Kochanowskiego od razu uznał naród poetą i jak należało uczcił; od ukazania się swego miał wielbicieli i nie było głosu, co by sławie jego zaprzeczył. Jednakże początek poemaciku tego, objawia jakieś zniechęcenie; cały się na téj osi obraca.

Sobie śpiewam a Muzom, bo kto jest na ziemi,
Coby serce ucieszyć chciał pieśniami memi.