Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
48

go, kochał w nim bowiem doskonałość sztuki, piękność najwyższą jaką widział.
Jak Janowi mitologją, zważywszy wiek w którym żył, zarzucać można, niepojmujemy zupełnie. Myślicież że ón tak wszędzie, lada dla czego, bez braku, bez potrzeby, bez miary nią szafował?? Jest to największy fałsz w święcie. Czytajcie a przekonacie się sami, że prawie z konieczności, z musu tylko wspominał te Bogi, którémi się tak brzydzicie. Ale czemuż Shakspearowi, co często także o mitologją bez potrzeby nawet i bez uczucia jéj zawadzał, nikt tego nie wyrzuca i za złe mu jéj niéma??
Gdzie tylko Jan Kochanowski, ma przed sobą przedmiot narodowy, obyczaje własnego kraju, tam ón najzupełniej zapomina o mitologicznych bóstwach. W Sobotkach naprzykład, prześlicznych Sobotkach, które natychmiast rozbiérać, a raczéj przywodzić tylko będziemy, raz tylko Faunów jakby przypadkiem wspomniał, a bajkę o Filomeli i Prognie opowiadając, przerobił ją tak, że nazwisk nawet nie wspomniał, jakby proste podanie gminu z niéj tworząc. Co więcéj, zaraz w następującéj strofie, silne uczucie miejsca i czasu ozwało się. W Satyrze, tak czuł niestosowność swego Satyra, że niémając kim go zastąpić, a niewiedząc znów