Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
44

i łzy mi na oczach stanęły; a wieleż to innych psalmów, te łzy strumieniem z pod powiek wyprowadzić by mogły??
Pieśń ośmnastą, do siebie zdaje się nucić poeta, ona potwierdza z wielą innémi, tę głęboką religijność, wiarę, chrześciańską rezygnacją, spokojną, poczciwą, o których tylko cośmy mówili. Pogodne czoło Jana, świéci nad wszystkiém co pisał.
Nie rozbieramy tu pieśni Święto-Jańskich o Sobótce, bo na te niżéj kolej przyjdzie, idziemy daléj. Xięga czwarta pieśni poczyna się od przekładów z Anakreonta, które się nam zdają należéć do prac piérwszéj epoki Kochanowskiego, odznaczają się one jak wszystko co Jan tłumaczył, wielką łatwością i wiernością. W Anakrontykach przekład jest swobodny, spolszczony aż do użycia wyrazów, wcale Anakreonta nie przypominających, jako Kasztelan, Podgórski zrobek-Bogumiła i t. d., na które tu natrafiamy. W języku wiele archaizmów. Pewną jest dla nas, że to jedna z początkowych robót Jana. Dziewiąta pieśń jest anakreontykiem, ale podobno własnym Jana, i wedle nas bardzo pięknym, mianowicie początek:

Matko skrzydlatych miłości,
Szafarko trosk i radości,