Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
28

Rzéki dnem uciekają
A zagorzałe zioła dżdżu z nieba wołają.

Dzieci! z flaszą do studni, a stół w cień lipowy
Gdzie gospodarskiéj głowy
Od gorącego lata
Broni liść, za wsadzenie przyjemna zapłata.

Lutni moja, ty zemną; bo twe wdzięczne strony
Cieszą umysł strapiony
A troski nieuspione
Prędkim wiatrom podają za morze czerwone.

Widzim go zda się z pogodą na wyniosłem czole, pod cieniem ukochanéj lipy, widziémy zdaleka wzbijające się tumany kurzawy, powiędłe zioła pochylone, i rzéki, dnem uciekające, jak się cudnie poeta wyraził. Następne pieśni są ciągłą jednéj myśli, a raczéj jednéj sfery myśli, parafrazą, opowiadają one wszystkie duszę Jana i wołają: „Spokój, mierność, swoboda wiejska, to prawe i jedyne szczęście, poczciwa żona, miłe dzieci, dobry przyjaciel i lutnia — wystarczają żądaniom. W przeciwności nie daj się złamać, bogactw nie pożądaj, honorów nie ceń; wszystko mija, zmienia się, wywraca, przechodzi pokój — sumienia to skarb niewydarty, prawe i jedyne szczęście.” Takie są myśli Jana i te ciągle w różne szaty ubrane w poezjach się jego z różnych stron malują.