Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
26

mnienie w niéj sławnej Lipy, dowodzi że należy do czasów, w których już autor wioskę swoję zamieszkał.

Same cię ściany wołają
I z dobrą myślą czekają.
Lipa stojąc w pośród dworu
Wygląda cię coraz z boru.
Każ bystre konie zakładać,
A sama się gotuj wsiadać.
Teraz na weselsze czasy
Zielenią się piękne lasy.
Łąki kwitną rozmaicie,
Zająca już nieznać w życie,
Przy nadziei, oracz ścisły,
Że będzie miał z czém do Wisły (do Gdańska płynąć).
Stada igrają przy wodzie
............
Kwap’ się póki jasne zorze,
Po chwili ćmy czarne wstaną,
Noc przynosząc nie naspaną.

W szóstéj pieśni tok się o swojém ubóstwie odzywa:

Pan znaczniejszy gdy państwem wzgardzi niżby wszytki
Żóławskie urodzaje i Gdańskie pożytki,
W jednym śpichlerzu zamknął, a sam siedząc w cieniu
Nie mógł się chleba najeść nędznik w dobrém mieniu.
Zdrój przezroczystéj wody, lasu średnia miara
I zasiewku mojego niepochybna wiara
Rządzcy płodnéj Afryki szeroko-władnemu

(Płodna Afryka weszła tu na wiarę rzymskich poetów.)