Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
151

W Satyrze Reduty, którąbyśmy dziś maskaradą nazwali, wyborne są obrazki, choć myśl główna nie oryginalna. Spotykamy tu jednego z tych panków, na ówczas często widywanych w Warszawie, co to błyskotliwym pozorem zbytku, okrywali niedostatek i ruinę. Podobnego w Doświadczyńskim maluje niemniéj doskonale Krasicki; potém junaka, potém gracza, piérwszego ministra króla Faraona, potém świętoszka jakich dziś wcale nie widać, bo kto Boga w sercu niéma, już przynajmniéj nie czuje się w obowiązku, pobożności udawać. I to także postać charakterystyczna, co jéj już nie zobaczym i co właściwie do przeszłości należy. Po Tartuffie Moliéra, łatwo było na nią natrafić; ale Naruszewicz cale ją po polsku pojął:

Owoż się na ulicy słodko z mnichem wita
I w szkaplerz go całuje: Jest to hipokryta
Jaki mógł być na świecie: Że xiędza Dryganta
Często winkiem podsycił, obił predykanta
Utopił dwie czarownic, a wierzy w upiory
Gmin mu za życia świętych wyrządza honory —

Oto jeszcze przyjaciel wszystkich ze słodkiém obliczem — Chameleon.

Wczoraj był rojalistą dziś republikantcm
Słowa mu na dwór ciekły, jako z pełnéj beczki
Dziś chwali: Jczuickiéj chce mu się wioseczki