Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
149

narodową. Nie było środka między bezecnym paskwilusem, a nudną i nieznośną mową pochwalną, która się wciskała wszędzie. Słyszano ją z ambon, na sejmach, na dworze, na uroczystościach, weselach, chrzcinach, wszystko było pretextem panegeryku, który w końcu stracił znaczenie zużyty do nitki. — Tytuły dzieł, dedykacje, całe księgi napełnione były alluzjami, epigrammatami, anagrammatami, odami panegirycznemi. Im ten szał trwał dłużéj, tem się dziwaczniéj przeradzał i bujał, aż doszedł do najwyższego stopnia śmiészności. Już za panowania Stanisława, trochę ucichło choć jeszcze przy zdarzonéj okoliczności, ożywały się z Konwentów, Collegiów i od pojedynczych osób, łacińskie ody i polskie mowy. W Satyrze pochlebstwo, poeta tak doskonale wystawił ten stan chorobliwy umysłów bezczynnie applaudujących wszystkiemu, że do jego obrazu, nic dodać niemożna.
Chudy literat, wystawia nam także bardzo dobrze, stan literatów i literatury za Stanisława Augusta. Literatura jak widziemy, nie trzymała się o własnéj sile, nie żyła sama sobą, ale tuliła się pod przemożną protekcją mecenasów, na których czele stał król. Wszyscy literaci byli z natury swéj chudzi, i wypasali się dopiéro