Strona:Józef Wilhelm Rappaport - Nowe monologi.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


(do publ.). Proszę mi darować, że chwilowo trzymają mnie obowiązki rodzinine, ale zaraz wyjaśnię dlaczego dziś monologu nie mogę... (zwrócony do drzwi). Ostatni raz ci mówię Petronelciu: puść! Nie?... Otóż ci pokażę, że tak! (rozmachuje się jakby do skoku). Raz, dwa, trzy! (wyrywa się z całej siły z trzymających go rąk i upada na środek sceny). Ach, puściła wreszcie! (podnosi się z ziemi i strzepuje pył z ubrania). Taki skandal! Pierwszy raz coś podobnego mnie spotyka... Wściekła się baba! — nic innego, tylko musiała się wściec! (Ogląda poły fraka — z przerażeniem). Gwałtu! Urwała mi całą połę fraka! Calkiem prawie nowy frak Podskakiewicza... Co ja teraz powiem Podskakiewiczowi? (łapie się za głowę). Nie, to oszaleć można. (ogląda urwaną połę tyłem zwrócony do publiczności). A tak mi w nim było do twarzy!... Któż to się mógł spodziewać?... Pożyczyłem sobie ten frak, aby szanowną publiczność przeprosić za zawód i wyjaśnić dlaczego dziś monologu wygłosić nie mogę a tu taki pech! (po chwili). A to mnie baba chwyciła! Myślałem, że się już chyba nigdy nie wyrwę z jej rączek! (z ironią). To się nazywa przywiązanie rodzinne! (machnięcie ręką). Et, raczej przytrzymanie rodzinne, widzieliście państwo, a nie żadne przywiązanie! (po chwili). Dobrze, że choć za sukno bez imięsa chwyciła! (wzdycha). Miła żonka, nieprawdaż?... (do publ.). Pani się uśmiecha? Pani pewnie nigdy jeszcze nie była mężem Petronelci? Państwo jej jeszcze nie znacie! Ho, ho! (chodzi wzburzony po scenie i co chwila staje, zastanawiając się). Jak ja mogłem taką kobietę wziąć za żonę? Prawdą a Bogiem, to ja ją sobie wcale nie wziąłem! To raczej ona mnie wzięła — a jeszcze lepiej powiedziawszy — kazała mnie siebie wziąć... Jestem tak zdenerwowany, że muszę sobie zapalić jedynego papierosa, który mi codziennie Petnonelcia przydziela. (zapala, potem ogląda