Strona:Józef Wilhelm Rappaport - Nowe monologi.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„LIGA KOBIET SAMOSTOJĄCYCH“.


(Mężczyzna łysy, w połamanym cylindrze na głowie, w potarganym surducie, przekręconym krawacie — blady i wzburzony, wpada na scenę i ogląda się trwożliwie dokoła — chwilkę milczy i pokazuje palcem cylinder).

Oto cylinder! Tak wygląda cylinder człowieka, który wraca z posiedzenia „Ligi kobiet samostojących“. I państwo to z takim spokojem przyjmujecie do wiadomości, jak zmianę rządu, lub zwyżkę dolara?... (zły — zdejmuje cylinder z głowy i ogląda go) Słusznie powiadają, że to powojenne społeczeństwo jest zbiorowiskiem najgorszych instynktów! (chodzi po scenie wzburzony) A może państwo nie wiecie w jakim stanie wyszedłem na to posiedzenie „Ligi kobiet samostojących“?... Otóż cylinder mój błyszczał jak nowy samowar, kołnierz wyszedł prosto z pralni, krawatka nie widziała nigdy Witosa, a żakiet wyszedł spod pióra... (poprawia się) to jest, spod igły najlepszego krawca na raty. Nie wierzycie?... Proszę, niech ktoś z obecnych pofatyguje się tu do mnie i przekona się na szczątkach o moich minionych chwilach świetności. Co? Nikt nie chce?... I słusznie, bo ja dziś za siebie nie ręczę! (w pasji) Jestem wściekły, jak sam a wścieklizna! (siada — z refleksją) Licho minie skusiło, aby pójść na to posiedzenie „Ligi kobiet samostojących“! (uderza się w czoło)