Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 3.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I.
LISMANIN.

Na ulicy Ś. Jańskiej, w kamienicy wielkiej, zwanej pospolicie Brogiem, której drzwi świeżemi okowy umocnione, z obu stron murem wystającym zakryte były, fórtka otwierała się nieustannie wpuszczając wewnątrz ludzi ze wszystkich stron miasta zbiegających, opończami i czapkami po większej części tak zakrytych, że twarzy ich nie łatwo dostrzedz było można.
Inni zdawali się znowu jakby naumyślnie, odważnie lice swoje przechodzącym ukazywać. Stukali do fórtki głośno, aby na siebie zwrócić oczy, gdy drudzy potajemnie przekradłszy się osłonieni do drzwiczek, pukali nieśmiało oglądając do koła. Jedni szukali oczów ludzi, drudzy ich unikali. Młodsi szydersko spoglądając na lud, zwycięzko wchodzili do Brogu, starsi drżeli biorąc za klamkę.
Lud przepływający ulicę i sąsiedzi spoglądali na kamienicę okiem bojaźń, ciekawość i pewien wstręt objawiającem.