Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 3.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Szmer wychodzący z niej, postacie ukazujące się w oknach, wszystko aż do surowego oblicza odźwiernego, który wyglądał ze drzwi, zastanawiało przechodzących.
Od rana począwszy zgromadzanie się ludu różnych klas zwiększało do południa, po nim fórtka zamknęła i śpiewy tylko lub głosy mówiących oznajmywały o licznym zbiorze wewnątrz. Bróg był zborem, pierwszym zborem reformowanych w Krakowie; lud co do niego napływał, wszystek już odpadł od matki kościoła, lub pragnął nowej nauki. W r. 1571, 26. sierpnia kamienica ta kupiona i na protestancki dom modlitwy przeznaczoną została.
Lecz zwróćmy się nieco i cofnijmy ku przeszłości, aby lepiej późniejsze wypadki wyrozumieć.
Wiemy jak reforma weszła do Polski, pierwsi jej apostołowie byli to ludzie, ani nauką obałamuceni, ani nadużyciami znękani; ale po prostu chciwi nowości, zepsuci, zawsze nowych swobód pragnący, budujący swoje znaczenie i wielkość chwilową na odszczepieństwie. Jest na nieszczęście w człowieku coś, co go pociąga ku złemu, fatalną ciekawością, niepokojem jakimś dręczącym. A gdy złe jeszcze zakazane, prześladowane, gdy niebezpieczeństwo grozi, tajemnica otacza, ludzie niebezpieczeństwem, zakazem, tajemnicą pociągani bywają silniej, niż najszlachetniejszemi pobudki gdzieindziej. Smutna to — ale prawdziwa. Reforma do Polski nie weszła przez uczonych, nie zaszczepiła się przez ludzi wielkich z ucisku głos zbolały podnoszących; apostołami jej byli: młodzież powracająca do kraju z zagranic, dumna nową nauką, oszuści, wywłoki mnichy, a po trochu malkontenci magnaci, którzy w sprawie religijnej szukali przewagi politycznej dla siebie i familii