Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 3.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


listy mu od króla z kancelarji wyjednał do innych dworów, miał też pan Tęczyński cesarskie do królów i książąt ziem rozmaitych, do papieża, do króla hiszpańskiego, francuskiego, królowej angielskiej, króla portugalskiego i innych wielu.
— Kiedy już ma listy, niechże rusza w drogę, ozwał się jasnowłosy, schnę czekając jak go tracić będą.
— Co dalej następuje, własne jest opowiadanie pana Tęczyńskiego, które z księgi familijnej na to od wieków ntrzymywanej, aby w niej sprawy wielkie i pamięci godne wpisywać. Pan wojewoda pozwolenie wziąwszy, wyjąć kazał. Słuchajcie... To właśnie jakby gadał sam pan Tęczyński.
— Słuchamy.
— „Nie będę waszmościom opowiadał, czytał z karty chłopiec, jako mi wielkie służyło szczęście w gonitwach a turniejach na dworze każdego, a raczej napomnę tylko, co mi się przeciwnego trafiło w hiszpańskiej ziemi. Z Rzymu bowiem wyrobiwszy sobie podług myśli mej listy u papieża do inszych państw królów, odpocząwszy w stolicy onej stawnej, gdzie tyle ciekawości widzenia godnych znalazłem, przypatrzywszy się obyczajom włoskiego ludu, wielce osobliwym i cndnym, umyśliłem dalej jechać...
Posłuchajcież tylko co mi się trafiło w francuskiej i hiszpańskiej ziemi, gdziem o włos, z dopuszczenia Bożego życia nie utracił, bo po tylu fortunnych rzeczach, przypadły i nieszczęścia, jako to więc bywa w peregrynacji.
Jadąc naprzód przez Francją do Hiszpanji, ziemią Gaskońską zwaną, kędy lud wielce zły jest i mściwy nad wiarę. Przyjechawszy nad morzem do jednego