Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 3.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie czynił jak swoją.
Imie książęcia, dawniej na Rusi wzięte, na dworze książąt Ostrogskich znajome i domowe, potrzebne było sprawie reformy, wciągając niejako w jej przyszłość rodzinę Ostrogskich, która później znacznie (w końcu XVI wieku), całkiem już za protestantami razem z Rusią grecką stanęła.
Książę przybyły do Krakowa, posłyszawszy o sławnym predykancie, ukazał się na kazaniu w Brogu. Tu go jak widzieliśmy przedstawiono kaznodziei, któren z żywem uczuciem powstał i ściskając jego rękę, nizko schyliwszy się, wymówił:
— Wasza książęca Mość możesz być wielkim kościoła filarem! Nasi bracia wszędzie jęczą w ucisku, tacy tylko ludzie jak wy, sprawie świętej Chrystusowego kościoła pomódz dziś mogą. Dusza moja raduje się waszemu nawróceniu, bo ono za sobą z szpon szatana wyrwać może tysiące.
Zimno dosyć, dość dumnie przyjął książę żarliwą przemowę.
— Bądźcie pewni, rzekł, że nie nsunę się od braci w chwili niebezpieczeństwa, a błogosławić będę walce, bo w niej przeczuwam zwycięztwo. W Litwie, w Rusi katolicyzm widocznie upada, wstrzęsły się jego podstawy, duchowni nawracają się, biskupi tajemnie sprzyjają naszej nauce, król nie jest od niej daleki. — Senat pełen współwyznawców; Litwa rzuca kościoły a bieży do zborów, wywracają się bałwany i jutrzenka nowego dnia świta! Jeszcze chwila, a Polska cała uzna słowo prawdy.
— Amen! dorzucił uśmiechając się predykant. Niech się sprawdzą słowa wasze. I bodaj katolickie ducho-