Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 3.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


twierdził przywilejem 1569. Naostatek dom murowany wielki na ulicy Ś. Jańskiej, zwany Bróg, o którym wyżej wspomnieliśmy, kupiony i prawie otwarcie nabożeństwo doń wprowadzono w r. 1571.
Z kilku przywiedzionych faktów łatwo miarkować, jak tu codziennie podrastała reforma; nie walką otwartą idąc, ale skrytem podziemnem działaniem nieustannem. Życie Franciszka Lismanina jest normą obcych apostołów w Polsce nawracających — krajowcy szczersi w swem obłąkaniu, więcej litość niż pogardę wzbudzają. Później dopiero, widząc ich wiążących się z obcemi i pukających o pomoc we wrota nieprzyjaciół, przekonywamy się, że przestali, rzucając wiarę narodową, być synami swojego kraju.
Lecz wróćmy do kamienicy naszej.
Był to dzień ósmy Grudnia, w którym katolicki kościół święto Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej obchodzi. Protestanci dnia tego, nie dla święta, które odrzucali, ale widocznie z innego jakiegoś powodu zbierali się tak licznie do Brogu, ponieważ zwykle widywano ich w niedzielę uczęszczających do nowego zboru; zadziwiał się lud temu, nie mogąc pojąć, dla czego w święto katolickie protestanci schodzą się na swoje kazanie. Pomimo że w liczbie nawróconych było wielu panów, wielu bogatych mieszczan i ludzi do dnia wartości nie przywięzujących, więcej jednak daleko, zwłaszcza niemieckiego pochodzenia rzemieślników i takich, którzy pracując na utrzymanie codzienne, niedzielę tylko mieli swobodną.
Kilku żaków spieszących do kościoła na nabożeństwo, zatrzymali się słysząc śpiew we Zborze.
— Słyszysz — Pawełku? rzekł Janek, co to ryczy?