Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 3.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzucę się na wojnę i dam zabić Tatarom...
I płakali tak cicho, i mówili tak skrycie, że nikt łez nie widział, ni słów nie podsłuchał. Nie śniło się nikomu o tem.
Księżniczka dochodziła lat piętnastu, rosła, rozwijała się z tem uczuciem, które z nią razem rosło, powiększało się, bez nadziei na przyszłość. — On był smutny, coraz dzikszy, coraz niecierpliwszy i za każdą razą, gdy do zamku przybywał, gdy się potajemnie widywali, zdawał się lękać bardziej czegoś.
Nareszcie jednego ranku zaturkotało we wrotach, książę stryj z synem przyjechał, wioząc z sobą księdza. — Anna w dni kilka zaślubioną została. Z wychodzącym nad Dniestr za Tatarami jej mężem, przyłączył się na wyprawę nieznajomy sąsiad z za Bohu. Męża przywieźli ranionego w oko strzałą; tamten nie wrócił więcej.
I nie było o nim słychać, i nie śmiała o niego pytać, i może go zapomniała?
Nie wiem. — Z tylą łzami, mogła spłynąć pamiątka wiosenna dni kilku weselszych. — Czegoż ludzie nie zapominają???