Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Z życia awanturnika.djvu/204

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Dla czego pytasz pan o to! odwracając się odezwała Tola.
    — Bobym chciał u pani jutro uprosić. — Jestem dziecinny, stałem się zabobonny... jutro jeszcze...
    — Daruję panu jutro...
    — Nie wypłacajże mi pani dzisiaj, będę pewniejszym, że mi słowa dotrzymasz?
    — Czyżem kiedy zawiodła?
    Murmiński wstał i pobiegł pocałować ją w rękę, usta wpił w tę drzącą dłoń i nie mógł ich od niéj oderwać.
    Ze współczuciem i politowaniem popatrzała nań Tola, ale smutnie — jakby pytała, czy tego na pół odrętwiałego człowieka na nowo do życia przywrócić potrafi.
    Murmiński czując że hrabia się zjawi znowu a nie chcąc z nim spotkać się po raz drugi — pożegnał nic nie mówiąc gospodynię.
    Nazajutrz doktorowa mimo wielkiego wstrętu do domu prezesa, poszła do niego rano z oznajmieniem, iż Murmiński, który się wybiera w podróż, prosi tylko prezesa o jedno jeszcze posłuchanie, o pokazanie oryginalnego dokumentu i o kilka słów przy świadkach.
    — Po cóż nam świadkowie? odezwał się dosyć opryskliwie prezes — powiedziałbym, że wymaganie oryginalnego dokumentu jest już obrażajacém. Cóż to? ten pan myśli, że ja akta fałszuję?
    Rozśmiał się suchym i gniewnym głosem.
    — Ale zresztą, bardzo dobrze, bardzo dobrze — dokument mu pokażę, na rozmowę przyjdę, a jeśli chce świadków, niech z sobą przyprowadzi Kudełkę. — Po co tę sprawę rozmazywać — toż samo jest przeciw woli nieboszczki prezesowéj.
    Naznaczono godzinę popołudniową.
    Nieszczęśliwa doktorowa, na którą wszystko spadało, musiała sama jechać o tém oznajmić, — zapraszając razem Kudełkę, który milcząco skłonił się, przyjmując świadka obowiązek.
    Obaj razem przybyli wedle żądania Jéjmości na obiad do niéj, ale w czasie obiadu nawet o rzeczach