Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 87 )

żący zegarek i po wielu walkach z samym sobą, wyszedłem. Niezawiodła sama pani, zastałem bowiem Emiliję i więcej nikogo. Zupełnie tak jak wprzódy, czytała romans, lecz twarz jej nosiła piętno smutku, oczy, te czułe oczy przyćmiła wewnętrzna jakaś troska, przywitała mię głosem wymuszonym i sparłszy głowę na ręku patrzyła z pomięszaniem za okno. Twarz moja przedłużyła się o pół cala, gdym ją ujrzał w tak złym humorze, który naturalnie mógł mieć wpływ nienajlepszy na moje serdeczne interessa. Zaczęła się rozmowa.
— Zdaje mi się że pani dziś