Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 56 )

ich objęciach kolegę, a potém z powagą i stanowczo wzniosłszy rękę do góry i długo wprzód myśliwszy nad dobitném i węzłowatém wyrażeniem swych chęci.
Chodź na wódkę.
Potoczyli się tedy oba do pobliskiego szynku, i chwil kilka bawiłem się jeszcze, rozmaitemi ich minami przy odchodzeniu, lecz wkrótce zniknęłą i ta pociecha, a nudy które temu rozdziałowi początek dały, zaczęły znowu brać górę. Usta zamknięte przez chwil kilka, gdym słuchał tak dla mnie niepochlebnej rozmowy, zaczynały się energicznie otwierać, a długie ziewanie rozpędzało przede-