Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 87 )

cając niewczesny smutek sam sobie, zachować stałość w nieszczęściu, gdy jej w urojonych troskach nie umiem utrzymać. Rozgniewałem się z tej myśli sam na siebie; ale mocniej jeszcze na pisarza, lub na los raczej, który mi oczy otworzył. Stan mojej duszy nie polepszył się wcale, bo z ustąpieniem zazdrości, naszła równie przykra do znoszenia walka z samym sobą. Zacząłem znowu chodzić z miną kwaśną, i posłałem mego Jana, żeby się o gościu dowiedział. Tymczasem Kochanowski leżał znów otwarty, a ja chodząc z nudy spojrzałem znowu w niego.

Takżeć słuszna człowiekowi,
Odejmać się frasunkowi,
A jako niewdzięczne brzemię,
Uderzyć troski o ziemię.