Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 41 )

jeszcze ustały śmiechy, krzyknąłem głośno, jakbym był w swoim domu, ażeby mi podano szlafrok, pantofle i fajkę. Nareszcie na dobitkę zabrałem wychodząc trzy pary rękawiczek, pięć chustek, cudzy kapelusz, płaszcz i parasol.
Nie dziwują się już tu wcale, widząc mnie na ulicy, w szlafroku i pantoflach, chociaż z początku całe miasto o tém dwa miesiące gadało; ale za to starają się jak najczęściej w błąd mię wprowadzać, aby się trochę pośmieli. Rad temu jestem iż ich mogę rozweselić. Co się tycze innych moich przywar i błędów, tych łatwo każdy z ciągu pisma się domyśli: bo