Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 35 )

myślałem sobie uchodząc cały zaczerwieniony z okna. Coby mi miał podziękować, pięknie się ukłonić, lub uśmiechnąć! powiedział mi taką niegrzeczność!
Od tego czasu postanowiłem był dać pokój ludziom i nigdy się w ich sprawy nie wdawać, ale wkrótce przemogła skłonność nad rozumem. Trzy dni tylko w postanowieniu wytrwałem, i znowu wdałem się w nie swoje rzeczy. Jan, mój służący kamerdyner, czy lokaj, jak się komu podoba — uczęszczał do jednej tłuściuchnej pulchnéj piekareczki; ale na nieszczęście krył się przedemną. Chciałem tedy przyjemne uczynić zdziwienie; udałem się do niej, pro-