Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 210 )

ły, nie piękny garnuszeczek, który ukryty za drugiemi stał spokojnie w końciku, przy równie małej i równie niepozornej naléwce. Była to szczęśliwa para małżonków, nieznana światu, szczęśliwa w ustroniu, spokojne i kochana. O! jak chętnie przy boku mojej Emilii, myślałem sobie, gdyby ona była naléwką, zamieniłbym się w garnuszek! Podczas, gdym się bawił tymi myślami wypiliśmy kawę, zaczęto rozmowę, a ja wkrótce szczęśliwy, nadzieją szczęścia, opuściłem dom ten, i pobiegłem na wałach, cieszyć się w samotności, pomyślnością dnia tego.
— Przecież! i ja, myślałem, i ja