Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 207 )

nia, takiej żony. O! i w moim w ówczas sercu wszystko zdawało się dobrém, doskonałém, wyborném, bo ja sam byłem szczęśliwy! W tej chwili, cały świat chciałem widzieć wesołym, byłem pełen radości, a jak to zwykle w mojej głowie bywa, z radością łączyła się jakaś dziwaczność, zamyślenie! niedowiarstwo.
Spójrzałem na tace, z całym porządkiem do kawy i, sam nie wiém jakim sposobem zacząłem porównywać do ludzi — naczynia które na niej stały.
— Tak! myślałem, ta wysmukła, świécąca resztkami powierzchownej pozłoty filiżanka, która zdaje