Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 195 )

po moją córkę przyjechał, choćby był stary jak dziad kościelny, tobym mu ją oddała. Tu Gabrusia siedząca na ustroniu rzuciła wzrok pogardzający na Doktorowę.
— Żeby on sto takich koczów przywiózł, odpowiedziała Aptekarzowa, tobym mu jej nie dała, pókiby nie pokazał, co ma.
— O! bo Jejmość wysoko patrzysz — to zobaczysz, że skończysz na niczém.
— Mało wiele, aby nie skończyć na pożyczanym koczu.
— Zapewne że nie na pożyczanym, ale na własnym. Bo kto ma kocz, ma i pieniądze, boby go z palca nie wyłamał. Żebyto tylko takiego mojej córce, to tak jak