Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 194 )

poduszkę na głowę. To powiedziawszy sama naprzód śmiać się zaczęła.
— A ichże pojazd? odezwała się druga.
— Śmieszny! prawdziwie musi to być rówiennik fraka Organisty, taki stary!
— Mój mąż swoją bryczką, którą do chorych jeździ, zakasowałby ich landarę, a co mego koczybryka to ani równać nie można.
— A naszże koczyk?
— To także staroświecczyzna. Żebyś to Jejmość widziała nowomodne kocze, jak tu naprzykład wieźli jednemu panu niedawno z Warszawy, to jak lalka! Oh! zdaje się żeby kto w takim koczu