Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 176 )

— Tojest, że ja mam być głupi? zapytał poważnie Organista.
— Nakształt tego, odpowiedział ozięble Heraldyk zamykając książkę.
— No to dobranoc Państwu, kiedy tak, przebęknął erudyt, zabierając swój foliał pod pachę i odchodząc.
— Dobranoc, dobranoc.
Rozmowa dotąd dosyć żywa, przez ubytek jednego z przytomnych, na chwilę przerwaną została, ale wkrótce Bomba wzdychając i chodząc zaczął ją znów.
— Niéma ważniejszego rodzaju pisania, rzekł, nad Romanse.
— A czegoż one uczą? podchwycił Pretfic.