Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 170 )

nami, odszedł od erudyta, i chodzić zaczął powoli po pokoju, czekając czyli kto nieprzesłanie czytać i niezacznie z nim rozmowy. Znudziła mu się nakoniec ta przechadzka, zbliża się do żony doktora.
— Nieszczęśliwa Eufemija! odezwała się zaczepiona.
— O przeklęty Robertson! nieoszacowany Buttler.
— I ta widzę oszalała, rzekł sam do siebie Bomba, i skierował się ku zatopionemu w księdze doktorowi.
— Porzuć już Waszmość to czytanie.
— Nader interessujący kawałek, porzucić go nie mogę, poważnie