Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 143 )

działem ja dobrze, że położenie moje, było bardzo krytyczne: nuż kto nadejdzie, zobaczy? a jednak uciekać nie można, bo panna Klementyna krzyknie, na krzyk zbiegną się wszyscy, i ja skutkiem krzyku, mogę zostać jej mężem. Sama myśl ta, o mało mnie nie zabiła, udawałem więc śpiącego, i tak potężnie chrapać zacząłem, że panna Burmistrzówna, nie mając nadziei abym się obudził, wymknęła się po cichu, odetchnąłem, i jak ów co tonąwszy na brzeg wypłynął, co tchu uciekłem do domu, winszując sobie, żem nie przestraszył mojej sąsiadki.
— O tak! myślałem wracając — szczęście, wielkie szczęście że nie